Zalogowano jako:
filler@godaddy.com
Zalogowano jako:
filler@godaddy.com
Około pół wieku temu,
Tak, bez dziesięciu procent,
Wręczał nam małe książeczki,
Pewien postawny Pan Docent.
Speach krótki przy tym wygłosił,
Wspomniał o sile rozumu…
Tak nas wprowadził w dorosłość,
I wyrwał z uczniaków tłumu.
I się zaczęły imprezki:
Piwo, fajeczki, wódeczność,
I wkrótce się okazało,
Że doba to jednak nie wieczność.
Do tego doszły: brydż, poker,
Tudzież i inne zawody.
A także – co oczywiste –
Pod płeć przeciwną podchody.
Czy płeć ta też podchodziła?
Jasne! Cóż za pytanie!
Robiła to jednak sprytnie,
Tak, by mieć lepsze branie.
A w międzyczasie tak zwanym,
Laborki szły i ćwiczenia,
Na wykład zaś – dla frekwencji –
Się posyłało jelenia.
O sesjach nie ma co gadać.
Każda wręcz inna bywała.
Czasem się człowiek wyłożył,
Co oznaczało: dał ciała.
A wtedy jakaś poprawka,
Komis niejeden się zdarzył…
Tak między nami: to nie to,
O czym brat-student wciąż marzył.
I mimo kłód pod nogami,
A także innych frustracji,
Udało nam się pokonać,
I ten etap edukacji.
Tu włączyć trza wyobraźnię,
Bo to się w pale nie mieści,
Ale od czasu tamtego,
Już lat minęło czterdzieści.
Choć gęby dość trudno rozpoznać,
Trzeba się cieszyć, cholera!
Że pamięć ciągle w porządku,
I nie ma się alzheimera.
Włos coraz rzadszy i siwy,
Gdzieś, hen, zniknęła plereza…
Lecz dzięki nam, Przyjaciele,
Piękna to była impreza!.
W ten sposób dzięki Im składam.
Patrzę na niebo i chmurkę
z nadzieją, że za czas jakiś,
Doczekam się na powtórkę.
Julek Sytner, Czerwiec 2016
